Katedra Grafiki Projektowej w gdańskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych była częścią Wydziału Malarstwa, a od czasu, gdy ponad dziesięć lat temu powołany został Wydział Grafiki (już pod egidą Akademii Sztuk Pięknych), stanowi jego podporę. Uczyli w niej wybitni graficy: Marek Freudenreich (razem z nieżyjącym już Witoldem Janowskim tworzyli nierozłączną parę), Cyprian Kościelniak, który zastąpił Freudenreicha, gdy ten wyjechał uczyć projektowania graficznego Austriaków, i kolejny absolwent warszawskiej ASP – Mieczysław Wasilewski (Kościelniak i Wasilewski przyjechali do Gdańska opromienieni sławą asystentów Henryka Tomaszewskiego). No i Jerzy Krechowicz, współtwórca kierunku grafiki projektowej na gdańskiej uczelni artystycznej, jej dobry duch i nauczyciel akademicki o najdłuższym stażu.
Więcej o wystawie pod linkiem: https://zbrojowniasztuki.pl/wydarzenia/archiwum/x-4-czyli-czterech-dostojnych-szamanow-freudenreich-koscielniak-krechowicz-wasilewski,3454
Gdański Kantor Sztuki na wystawę udostępnił ze swojej kolekcji dzieła Jerzego Krechowicza.
Dagerotyp
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Matnia
scano-collage, 100 x 70 cm,
Zderzenie
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Pokot
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Przedawnienie
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Przemiana
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Refleksja
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Rozpad
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Skrzela
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Splot
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Mandragora
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Indukcja
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Jednorożec
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Tabu
scano-collage, 100 x 70 cm
Oko
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Imitacja
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Dwudzielność
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Synapsa
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Konkluzja
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Domysł
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Kokon
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Zasłona
scano-collage, 100 x 70 cm,
sygn. „Krech 97”
Kandakarny – okruchy pamięci.
Istnieją zapisy hymnów liturgii słowiańskiej, których do dziś nie zdołano odczytać. Poezja i muzyka, splecione na zawszew milczącej formie, niosą tajemnicę dawnego obrządku. Kandakarny Jerzego Krechowicza to pieśni upadłej cywilizacji. Bez patosui wiary w przesłanie, językiem złożonym z okruchów kultury i natury mówią o świecie, którego ślady będą może kiedyś równie niezrozumiałe jak dzisiaj słowiańskie monodie. Zmierzyć się z materią przemijania w zamkniętym, krótkim odcinku czasu (na przygotowanie cyklu artysta miał zaledwie tydzień) to spróbować zagęścić archetypiczny zapis świadomości w nadziei odnalezienia uniwersalnego równania bytu. To jak uchylenie na chwilę drzwi tajemnicy i intensywne olśnienie, wokół którego można tylko krążyć i nigdy go nie odnaleźć. Takie poszukiwanie jest jednak deklaracją metody twórczej Krechowicza – pracować w kręgu odkryć a nie dokonań. Na cykl składa się 40 prac graficznych. Kompozycje w pięknej metalicznej tonacji, otoczone passe-partout do złudzenia przypominają litografie. Jakkolwiek nie można im odmówić miana grafik nie mają wiele wspólnego z żadną z tradycyjnych technikich powstawania. Matrycą są tu płytki wielkości dłoni z kolażami elementów ze śmietnika techniki i przyrody. Powtarzające sięw twórczości Krechowicza trybiki, zębatki, zegarowe tarcze, fragmenty kości czy drewienka, tworzą fakturę reliefu utrwalonego polimerem, wzbogacającym powierzchnię o zastygłe w powietrzu nici kleju. Struktura ta, modelowana dodatkowo światłem,utrwalona zostaje przez liniowo biegnący skaner. Graficzna odbitka i tradycyjne epreuve d’artiste to powiększony komputerowozapis drukowany w formie transformującej przestrzeń na płaszczyznę. Taki proces twórczy wydaje się być na tyle oryginalnym, by zasłużyć na miano nowej techniki. Techniki ciekawej, bo balansującej między rzeźbą, fotografią a grafiką komputerową, wpisanymi jednakw rytuał starego warsztatu graficznego, opartego na odbitce uzyskiwanej z matrycy przez użycie prasy.Poszukiwanie artystycznego spełnienia wśród wielu mediów jest przypisane współczesnemu artyście. Krechowicz jest jednym tych wędrowców, którzy nie boją się schodzić z utartego szlaku i zapuszczać na nowe ścieżki – czasem ślepe, czasem wręcz przeciwnie prowadzące dalej, w przyszłość. Kandakarny w wymiarze treściowym zbudowane są na symbolice śladu, odcisku. Dualizm materii wyznacza tu tradycyjny podział: natura – kultura. Zarówno jedna, jak i druga przedstawiane są z perspektywy czasu jako źródła rozpadu i entropii. Nie jestto jednak czas zagłady, jak u Jonasza Sterna, operującego również wanitatywnymi kompozycjami z kości, a raczej czas nostalgii.Jej nośnikiem zdaje się być światło, rozdzielone na poświatę materii i światło z zewnątrz.Ten techniczny zabieg, stwarzający wrażenie przestrzenne, jest przywołaniem kabalistycznej tradycji a jednocześnie biblijnej egzegezy istnienia. Skoro szczątki bytu ożywia wieczne światło, może dana nam jest nadzieja na zamknięcie cyklu kreacjii destrukcji i sprowadzenie chrześcijańskiej koncepcji czasu liniowego do antycznego okręgu, gdzie początek i koniec są tymsamym. W sferę mitu wprowadzają nas tytuły poszczególnych prac. „Oko”, „Po czasie”, „Tabu”, „Waga” … Przywołane intuicyjnie,trochę na zasadzie surrealistycznych skojarzeń, otwierają nowe pola interpretacyjne, zastanawiają, budzą śmiech. Bardzo pięknajest w Kandakarnach demiurgia barw. Gama metalicznych srebrzystości, złota szarości, czerwieni, miedzi i błękitu jest jak przegląd przez symboliczne pierwiastki. Kolory filtrują ślady istnień rodem wziętych z czterech wieków ludzkości. Metamorfozy zamknięte sąw kolorowym przekroju geologicznym jak owad w grudce jantaru.Kolaże Krechowicza wydzielone są z jego wcześniejszych doświadczeń z malarstwem materii. Ocierające się w formie o postdadaistyczne kompozycje, sytuują się raczej w bardziej estetyzujących nurtach. Artysta podkreśla, że zasada ich tworzenia jest zbliżona do powstania haiku. Zestawione elementy zaczynają nagle rządzić się własnym wewnętrznym sensem, narzucając tworzącemu kierunek. Dopiero dokonanie odsłania zamiar. Artyście, niemalże po omacku zmierzającemu do celu, dzieło odkrywa nagle tajemnicę, którą niesie – tego chciałeś dokonać. Niezależnie od filozoficznej podbudowy procesu twórczego, to głównie dzięki nadzwyczajnemu wyczuciu formy plastyczneji perfekcyjnemu warsztatowi grafika. Krechowiczowi raz jeszcze udało się uzyskać jedność warstwy sensualnej i znaczeniowej dzieła będącego jednym z najciekawszych cykli w jego dorobku artystycznym.
Agnieszka Gregajtys
P.S. Cykl powstał z myślą o wystawie współgrającej z Documenta X w Kassel. Trafił do XIX-sto wiecznej elektrowni w Borken, zapomnianej przez historię i ludzi, ostatnio próbującej pełnić rolę galerii. Grafiki tak bardzo zasymilowały się z wnętrzem, że ich refleksyjny charakter nabrał nowego kontekstu. Nostalgia przemijania, emanująca z prac Krechowicza, zaczaiła się równieżw maszynach, zakurzonych ścianach, resztkach instalacji i zbitych oknach. Pieśń o zagładzie cywilizacji zmaterializowała się.
created with
WordPress Website Builder .